Join for FREE | Take the Tour Lost Password?
[x]

deviantART

 


-Jak daleko jesteśmy od słońca?
Pamiętasz, pytałam cię o to wczoraj. Podałeś mi bardzo skomplikowaną cyfrę, ale powiedziałeś, że jeszcze sprawdzisz i zadzwonisz. Nie zadzwoniłeś, a ja czekam do tej pory. Czas mija swobodnie odbijając się od sufitu, a ja dalej nie mam pewności czy na pewno jesteśmy dość blisko.
Trochę mnie martwi to słońce. Od kiedy spędzam całe dnie w ciasnym białym pokoju, marznę. Nie wolno mi wychodzić stąd bez pozwolenia, więc pozostaje mi tylko wąska przestrzeń parapetu, na który wspinam się z pomocą zimnego metalowego krzesła. Słońce jest daleko, dlatego pytałam, bo stąd wydaje mi się być chłodniejsze, mniejsze.
Jeszcze miesiąc temu byliśmy na poddaszu. Pewnie już nie pamiętasz, nie przywiązujesz wagi do rzeczy naprawdę istotnych. Nie mam do ciebie żalu, przecież nie o to chodzi. Pokazywałam ci wtedy te małe kosmate kuleczki na wierzbowych gałązkach. Były takie miękkie, prawie nierealne. Strasznie cię to bawiło, mówiłeś, że to tylko zwykłe kotki, nic takiego. Obiecałeś, że przyniesiesz mi prawdziwego kota, którego będę mogła głaskać. Ucieszyłam się wtedy, i zdecydowałam się o wszystkim ci opowiedzieć. Przypominasz już sobie? Pewnie nie, ale nie szkodzi. To właśnie wtedy pokazałam ci tego potwora z szafy, i dom małych myszek, i sierociniec jaskółek na moim parapecie. Strasznie się śmiałeś. Chciałam ci jeszcze pokazać tą piękną gadającą sowę, która sypia w rękawie mojego zimowego płaszcza, ale ty już musiałeś iść gdzieś. Zostałam wtedy sama. Strasznie sama, nigdy wcześniej ci nie opowiadałam o tym specjalnym rodzaju samotności, który wychodzi spod twojej podeszwy, kiedy stawiasz ostatni krok, zatrzymujesz się na progu i mówisz do swoje nonszalanckie ‘zadzwonię’. Ta samotność to coś bardzo dziwnego, najpierw unosi się nad ziemią jak jakaś chmura. Cała jest fioletowa, złota i chyba niebieska. Najpierw pachnie jak frezje, ale potem wnika do mózgu, do mięśni, do kości. Paraliżuje mnie, mogę tylko leżeć spokojnie na podłodze bez ruchu i udawać, że umarłam. Samotność chyba nie lubi martwych ludzi, bo zazwyczaj rozwiewała się. Tu gdzie jestem to już nie działa, niestety. Całe pomieszczenie zanurzone jest w tej chmurze. Myślę, że zniszczyło to mi już wszystkie włókienka nerwowe. Już się nie boję.
Tamtego dnia, myszy wyszły i pogryzły mi paznokcie u stóp. Nie mówiłam ci, przecież nie wierzyłeś ani przez moment w rodzinę myszy.
Na moim poddaszu zawsze było tak dużo słońca. Czasami leżeliśmy na podłodze w tej jasnej plamie światła. Wedy ty mówiłeś tak strasznie dużo. O czasie, o książkach, matematyce i liczbach. To było takie urocze. Nigdy nie rozumiałam nic z tego, tylko kiwałam głową, żebyś mówił dalej. Nawet sobie nie wyobrażasz, jaki masz piękny głos, kiedy mówisz tych zagadkowych teoriach.


Dzisiaj rano obudził mnie deszcz. Wczoraj byłeś tu i chyba słońce było bliżej troszkę.
Teraz jest wieczór, a może to już będzie noc wieczna. Nie wiem gdzie jest słońce, jak daleko w tej strasznie zimnej przestrzeni kosmicznej. Może już odleciało, może już go nie ma.

Przecież miałeś sprawdzić, miałeś przecież zadzwonić.
©2008-2009 ~tulivien
:icontulivien:

Author's Comments

uprasza sie o komentowanie
elo
zią

Comments


love 0 0 joy 0 0 wow 0 0 mad 0 0 sad 1 1 fear 0 0 neutral 0 0
:icontanayah:
kocham jak piszesz :heart:. bardzo piękne :).

--
z gorzkim posmakiem wieczności na wargach.
______

my club of polish poetry: click!
:iconsheeeep:
Co tu komentować? ;]
Uwielbiam Twój styl pisania i zazdroszczę Ci go.
:heart:
:iconkubawojewoda:
pięknie, bez kokietowania. cudo. lekki, uroczy, magiczny styl

--
:bug:
:iconkyuubimylove:
Urzeka i zasmuca. Piękne.

--
Please forgive me my english ^^'
:iconwaif-girl:
śliiicznieee

--
Life won't wait!
:iconselbstparadies:
cudowne. przejmujące. podziwiam cię i zazdroszczę. chciałabym mieć w sobie coś tak wyjątkowego jak ty by pisać takie teksty..

Details

March 8, 2008
4.2 KB

Statistics

10
9 [who?]
225 (0 today)
3 (0 today)

Site Map