Join for FREE | Take the Tour Lost Password?
[x]

deviantART

 


I
Pojawiłeś się wraz z końcem mają, z pierwszymi truskawkami i pierwszą burzą tamtego lata. Poczułam jak leciutko się poruszasz, inaczej niż zwykle. Jakbyś pukał, wołał, że tu już czas, że chcesz to wszystko zobaczyć, posmakować powąchać.
Twoje pojawienie się było cudem. Powinnam powiedzieć że po prostu urodziłeś się i od tej pory zaistniałeś, ale to byłoby zbyt proste. Pojawiłeś się i jesteś. Codziennie jakby od nowa. Ciągle cię nie znam i trochę się boję, że może nie pozwolisz mi się poznać.
Ten szpital był bardzo duży, zielonobiały albo błękitny. Za oknem rosły kasztany. Czekałam na ciebie i patrzyłam jak słońce przenika przez ich liście, karmiąc je, dając im siły. Przychodziły mi do głowy niesamowite historie, o życiu i śmierci, o tajemnicy i cudach.
Leżałam spokojnie i czekałam.
Aż w końcu przyszedłeś. Potężna pielęgniarka, zawsze rumiana i uśmiechnięta, przyniosła cię do mnie. Myślałam wtedy, że coś się zaczyna, że będziemy zawsze razem, że będę patrzyła jak rośniesz i piękniejesz. Miałeś wtedy granatowe oczy i jasne puszyste włosy, jak aniołek. Nigdy bardziej nie wierzyłam w Boga i anioły. Zstąpiłeś do mnie, tylko do mnie.
Potem czekałam, cierpliwie. Patrzyłam na ciebie i całowałam twój miękki brzuch. Wstawaliśmy razem, razem zasypialiśmy. Jakby nigdy nikt nas nie rozdzielił. Twoje oczy powoli robiły się zielone i tajemnicze. Nie patrzyłeś na mnie a ja myślałam że się gniewasz. Opowiadałam więc bajki o smoku, który pogniewał się na księżniczkę, łaskotałam te maleńkie pięty. Tuliłam, nosiłam, czasami nawet śpiewałam starodawne pieśni o miłości i poświęceniu, w języku którego używała moja prababcia.
Co noc śniłam że mówisz 'mamusiu, nie gniewam się na ciebie, przecież wiesz że cię kocham'. Budziłam się trochę zapłakana, trochę smutna. Twój tatuś głaskał mnie wtedy po głowie, tak samo jak ja ciebie, i tulił, i mówił że się ułoży. On chyba rozumiał więcej, albo nie rozumiał nic a może po prostu nas kochał i wierzył.
Kiedy podrosłeś, sądziłam że to moja wina. Kupiłam setki książek, czytałam je słowo po słowie szukając dowodu, że oto matka sama podświadomie, jeszcze w życiu embrionalnym coś zmienia, coś odbiera albo niszczy. Cały czas sądziłam, że może to jest jak grypa albo lekkie przeziębienie. Czekałam cierpliwie aż powiesz 'mamo, to nic', ale ty nie mówiłeś nic.
Czasami się boję, że tak będzie już zawsze. Przychodzę do twojego pokoju i patrzę jak śpisz. Słucham twojego oddechu. Chcę zobaczyć twój świat, chcę zobaczyć twoje sny i zrozumieć.
Uparcie milczysz kiedy cię wołam, odsuwasz się kiedy chcę dotknąć. Jesteś cudem, którego nie potrafię zrozumieć. I ciągle mi się śni, jak mówisz 'mamusiu...' .

II.

Kochana Mamo.
Od dawna chcę ci pokazać mój świat, ale nie wiem jak to zrobić. Nie wiem, czy to jest w ogóle możliwe ale bardzo chcę spróbować.
Wiem, że mnie kochasz tak jak kocha się pierwszego syna, tak kocha się najmocniej i najwierniej. Pewnie byłabyś zazdrosna o każdą piękną narzeczoną, koleżankę czy kobietę którą bym pokochał.
Jesteś dla mnie najważniejsza, najlepsza, najpiękniejsza. Lubię patrzeć jak czeszesz włosy albo malujesz paznokcie. Lubię słuchać twojego śpiewu chociaż nie rozumiem słów piosenki.
Lubię kiedy zasypiamy obok siebie i słyszę twój oddech i bicie serca.
Jesteś taka bliska i ważna a mimo to dzieli nas ogromna odległość. Nigdy jej nie przebędziemy, ani ty do mnie ani ja do ciebie nie dotrę. Jesteśmy jak dwie sąsiadujące planety.
Opowiem ci o tym, któregoś dnia.

III.
Nazywam się Łukasz, mieszkam w pięknym dużym domu. Mam kochającą mamę, wspaniałego tatę, uroczych dziadków i strasznie roztrzepaną ciocię Alinę. Mam też kota, nazywam go Teodor, choć on upiera się że ma na imię zupełnie inaczej, nie znam tak dobrze kociego i nie potrafię wymówić tego imienia. Ten kot to mój najlepszy przyjaciel, często gawędzimy sobie do późna o różnych sprawach które dotyczą chłopców i kotów. Teodor zabiera mnie na wycieczki i twierdzi że za jakiś czas będziemy mieli bardzo ważne sprawy do załatwienia w jakimś odległym kraju. Na razie jest lato, ale podobno kiedy się skończy, pojawi się coś bardzo złego na świecie. Nie do końca rozumiem, dlaczego, ani jaka miałaby być moja rola w tym wszystkim. Teodor twierdzi że jestem mu absolutnie nie zbędny.
Na razie nasze dni wyglądają jak ten dzisiejszy. Siedzimy na werandzie i rozmawiamy sobie.
-Teodorze, mój drogi, powiedz mi dlaczego uważasz, że 'Zbrodnia i kara' to historia wydumana i banalna? Mnie się ogromnie podobała. - często rozmawiamy o literaturze, mamy to szczęście że moja mamusia lubi książki i kupuje ich całkiem sporo.
Łukasz, nie chcę w ogóle na ten temat rozmawiać- Teodor nie jest wielkim fanem Dostojewskiego- sam rozumiesz, że wolę książki gdzie koty odgrywają ważniejszą rolę.
Oczywiście, znam cię już od dawna. Utożsamiasz się z tym przezabawnym kotem z 'Alicji...' - troszkę się z nim droczę.
Nie utożsamiam, w ogóle nic nie rozumiesz! - rozgniewany kot odwrócił się i sobie poszedł.
Zostawił mnie samego za karę. Doskonale wie, że nie mam dobrego kontaktu z mamą ani tatą i że to on jest jedynym z którym mogę swobodnie podyskutować.
Mama akurat była na werandzie, piła kawę i udawała że czyta gazetę, bacznie mnie obserwując. Moja mama czasem jest taka śmieszna, kiedy tak łypie jednym okiem, łowiąc każdy mój ruch.
Zdecydowałem się na spacer po ogrodzie, skoro Teodor nie ma ochoty na moje towarzystwo nie będę na niego czekał.
***
Poszedłem do ogrodu, odwiedzić gołębie. Z tyłu, za domem jest gniazdo gdzie mieszka przesympatyczna para gołębi oczekująca dziecka, czy raczej dzieci bo podobno są aż trzy jajeczka. Pan gołąb ma na imię Krystian i strasznie się obawia o przyszłość. Czasami słyszę jak grucha sobie cicho wieczorem 'co to będzie, co to będzie'. Jego żona, śliczna Eulalia łagodnie się uśmiecha i go pociesza. Uwielbiam ich odwiedzać, są rozkoszni. Ostatnio Krystian zapytał czy już szykuję się do podróży z Teodorem. Byłem bardzo zaskoczony bo nic mi nie wiadomo, nic konkretnego o żadnej podróży. Oczywiście, Teodor nic mi nie wyjaśnił i strasznie się zdenerwował na Krystiana.
Państwo Gołębie nie mieli zbyt dużo czasu, podobno zaczęło się dziać coś niezwykle ważnego z jajeczkami. Krystian przyleciał tylko na moment i z bardzo poważnym wyrazem dzióbka kazał mi natychmiast porozmawiać z Teodorem na temat wyprawy.

IV.
Kończy się lato. Nie widziałem Teodora od czasu naszej fatalnej sprzeczki. Nie wiem co mu się stało. Jaskółka Amanda wspomniała mi że musiał pilnie wyjechać i była bardzo zaskoczona że nic mi o tym nie wiadomo. Czuję, że coś się zaczyna a mimo to zupełnie nie rozumiem jaką mam w tym wszystkim odegrać rolę. Przypomina mi to trochę moje rozmowy z tatą, mówię do niego a on   nic nie rozumie, więc i ja nic nie rozumiem i tak w kółko. Trochę to frustrujące, ale przywykłem.
Brzoza przed domem cała pożółkła, lubię jesień bo jest kolorowa. Lubię też listopad, jak pada deszcz i jest zimno. Zawsze wtedy dostaję od mamy ogromny kubek kakao i pachnące przyprawami ciasteczka. Mama wie co lubię, mama wie wszystko chociaż nigdy nie mieliśmy okazji się bliżej poznać.
Teodor wrócił popołudniu. Trochę posiwiał i stracił jeden pazur. Ogromnie się przestraszyłem, wyobraziłem sobie co by było, gdyby zginął. Zostałbym całkiem sam na świecie- to by było straszne. Tego popołudnia kot miał mi coś ważnego do powiedzenia, usiadł na krześle, spojrzał spode łba i przybrał najpoważniejszy wyraz pyszczka jaki potrafił.
Łukaszu, już dawno miałem ci wszystko wyjaśnić i wtajemniczyć się w pewne Sprawy. Rada Najwyższa zwierząt żądała ode mnie podjęcia konkretnych działań, grożąc że w razie nieposłuszeństwa zostanę odsunięty od Sprawy. Jednak ja, uważałem że bezpieczeństwo twoje, i nasze to coś ważniejszego i odwlekałem ten moment aż do ostatniej chwili. Dziś, o godzinie jedenastej w nocy pojawi się Coś strasznego i jedyną osobą która może cokolwiek zdziałać, zapobiec temu jesteś ty. Zostałeś wybrany do tego zadania bo jesteś człowiekiem a mimo to doskonale rozumiesz świat którego istnienia nie domyślają się inni ludzie. My, zwierzęta, uważane jesteśmy za niemowy, nie posiadające jakichkolwiek wyższych uczuć i nie rozumiejące żadnych idei. Według ludzi, jesteśmy głupie. Jednak jesteś ty, jest wielu podobnych tobie- ale nie takich samych. Słyszeliśmy legendy o dzieciach widzących duchy, rozmawiających z przedmiotami... ale to ty rozmawiasz z nami i uczestniczysz w naszym życiu na równych prawach. - kot zamilkł na chwilę widząc moje zaskoczenie. Nie bardzo rozumiałem do czego dąży, to wszystko brzmiało tak podniośle i poważnie. Jestem tylko małym chłopcem, nie wiem co mógłbym zrobić dla Sprawy. Teodor odchrząknął i kontynuował.
Dziś w nocy zabiorę cię ze sobą do miejsca gdzie, jak podejrzewamy, Coś się pojawi. Pamiętaj, nie możesz zasnąć, musisz czekać.
Dobrze, ale powiedz mi coś więcej. Nic nie rozumiem! Proszę, Teodorze, przyjacielu, boję się.- zawołałem przerażony nie na żarty.
Nie mogę, Łukaszu, powiedziałem ci tyle ile mogłem. Wybacz mi. A teraz, pozwól, oddalę się na kilka godzin. Miłego dnia, pamiętaj, nie zaśnij! - Teodor zeskoczył z krzesła, machnął giętkim ogonem i wybiegł z domu.
Zostałem sam z mętlikiem w głowie i milionem pytań. Nie wiedziałem gdzie mam się podziać, co robić. Tak naprawdę, chciałem dowiedzieć się czegokolwiek, ale nie znalazłem Krystiana ani innego stworzenia które mogłoby cokolwiek opowiedzieć. Wszyscy gdzieś się pochowali, pewnie miało to związek ze Sprawą.
Nie mając nic do roboty poszedłem do swojego pokoju zająć się czymś, albo przespać. Przemyśleć i jakoś, o ile to możliwe, przygotować się na tę noc.

V.
Jedenasta. Już czas. Słyszałem mruczenie i skrobanie. Wiedziałem, że to przyszedł Teodor. Wszędzie było ciemno, tylko oczy mojego przyjaciela świeciły tajemniczo. Kazał złapać się za ogon i prowadził mnie. Najpierw na dół po schodach, potem do kuchni. Tam zapukał trzy razy w ścianę, podrapał lekko kafelki i nagle, pojawiły się drzwi. Zaskoczony, nie mogłem uwierzyć, niby magia jako taka nie była niczym nadzwyczajnym ale i tak, to było coś innego niż zwykle.
Teodor spojrzał, nic nie powiedział ale wiedziałem o co chodzi. Dalej miałem iść już sam. Nacisnąłem klamkę, była bardzo zimna, otworzyłem drzwi i wszedłem.

VII.
Przyglądam ci się kiedy tylko mam możliwość. Jesteś już taki duży i mądry. Lekarz twierdzi, że to nie do końca tak- jesteś mądry ale nigdy nie będziesz taki jak inni. Nie ufam temu człowiekowi, nosi wąsy więc nie jest godny zaufania, na prawno coś ukrywa. Wszystkie te tabletki które muszę ci podawać rano i wieczorem, wyglądają jak koraliki i na pewno nie działają.
Dziś wieczorem, nie wiem dlaczego, nie wiem jak to się stało, spadłeś z krzesła w kuchni. Pewnie miałeś atak, tak rzadko je miewasz i zawsze w najmniej oczekiwanych sytuacjach. Odwróciłam się na sekundę, dosłownie na moment, zaraz potem już leżałeś na ziemi. Musiało cię bardzo boleć. Chyba słyszałam jak płaczesz.
Przyjechało pogotowie. Zabrali cię daleko, obiecali że wyleczą. Oni zawsze obiecują.
Byłam tam, całą noc czekałam i patrzyłam na ciebie. Całowałam twoje piękne czoło. Mój skarbie, leżałeś tak spokojnie. Twój oddech był spokojny i cichy. Słuchałam jak bije twoje, moje, małe serce. Bałam się.
O jedenastej w nocy przyszedł doktor, wąsaty i gruby, miał smutną minę. Opowiadał o krwiakach, wylewach, uszkodzeniach... nic nie rozumiałam, jakie uszkodzenia dlaczego. Dlaczego ty, dlaczego my. I jakie to ma znaczenie.
VIII.

Kot Teodor siedział do świtu przy drzwiach, do czasu aż zniknęły. Potem mruknął coś pod nosem i wyskoczył przez okno sprawdzić, czy słońce wstanie tak jak powinno. Chwilę później pojawiła się łuna, obwieszczająca nadchodzący dzień. Słowik zaczął śpiewać pierwszy, smutną piosenkę o budzącym się dniu, już wiedział. Potem przyłączyły się inne ptaki, wszyscy już wiedzieli.
Kot westchnął, posmutniał i poszedł w swoją stronę.
©2009 ~tulivien
:icontulivien:

Author's Comments

oczekuje się konstruktywnej krytyki
zaskakująco długie jak na mnie
ale
chyba chcę napisać coś naprawdę długiego

+mam nieodparte wrażenie że powinnam przestać i nie marnować wiecej czasu

Comments


love 0 0 joy 1 1 wow 0 0 mad 0 0 sad 0 0 fear 0 0 neutral 0 0
:iconmerrick-mayfair:
to chyba najlepszy z możliwych sposobów na marnowanie czasu. a teodor może zamieszkać z nami.

--
..::I'm one of this bad things that happen to good people::..
:icontulivien:
jak go spotkasz to koniecznie zapytaj czy ma ochote ;)

--
sometimes i'm funny
:iconkubawojewoda:
wspaniale piszesz. nie przestawaj marnowac czasu w ten sposob :)

--
:bug:
:icontulivien:
strasznie się cieszę, że się podoba
ale, przydałaby się konstruktywna krytyka jakaś- tylko nie mam pomysłu od kogo...

--
sometimes i'm funny
:iconmiaaaow:
może powinnaś przeslać kilka swoich prac np. do jakiejś gazety literackiej?

a osobiście uważam, że masz lekkie pióro i potrafisz zaciekawić. naprawdę dobrze jak na początki (?), gratuluję
:iconkubawojewoda:
nie umiem krytykować, bo żaden ze mnie autorytet. moje subiektywne zdanie jest takie, że piszesz pięknie i teksty twoje sa pełne emocji i pasji. tyle.

--
:bug:
:icontulivien:
nie znam zadnego czasopisma literackiego O.o'

pozatym, to ciągle jeszcze grafomania

--
sometimes i'm funny
:icontulivien:
:hug:

--
sometimes i'm funny

Details

May 19
16.2 KB

Statistics

12
3 [who?]
303 (0 today)
31 (1 today)

Site Map