Było by strasznie fajnie, gdybyśmy mieszkali na tej samej planecie. Moglibyśmy nawet zamieszkać razem. To by było fenomenalne! Miałabym własny pokoik na nitki i niteczki. Siedziałabym sobie na parapecie i wyszywała różyczki na białych serwetkach. Może chodził byś z nimi na targ i sprzedawał, za jedną, jedyną złotą monetę.
Kupowalibyśmy kawę, taką w puszce, i herbatniki w kartonowym pudełku. Lubiłabym popołudnia spędzane na ogrodzie. Czytalibyśmy książki i zaśmiewali do rozpuku z pojedynczych słów wyrwanych z kontekstu. Taka 'filiżanka', czyż nie jest przezabawna? Lekka, zwinna i smakowita. Po takim słowie upiekłabym ci ciasto. Ciężkie i aromatyczne. Z kawałkami kwaśnych owoców.
Lubiłabym twoje dłonie i nadgarstki. Trochę krzaczaste brwi i to srogie spojrzenie. Wiesz, bo to było by całkiem miłe, tak leżeć na trawie i szeptać sobie o tym i owym. Pokazałbyś mi palcem gdzie jest twój dom. Twoje miejsce. Opowiedziałbyś mi o tym, jakby to było, gdybym to ja, gdybym tylko umiała i latała. Że macie takie wielkie drzewa i że to owady śpiewają Mozarta. To okropnie śmieszne, że my, tutaj potrzebujemy opery albo filharmonii żeby słuchać muzyki poważnej, a u was, to biedronka taka, ot, siądzie i śpiewa Chopina.
Może bylibyśmy troszkę inni, może miała bym humory. Pamiętałbyś o podlewaniu paproci i karmieniu kotów. Smukłymi palcami dzieliłbyś na kawałki mięso i podawał tym puszystym kuleczkom, mruczącym i drapiącym. Przeczytałabym ci coś z Hrabala, na podwieczorek.
I mówiłbyś mi komplementy, i może byłoby w nich coś prawdziwego, bo nie może być tak że jestem całkiem zła. Mimo że mam chłodne stopy i oddycham głębiej. Nie mogę być do końca taka niedobra.
Przyniósłbyś mi filiżankę mocnej kawy, o szóstej rano, tylko po to, żebyśmy pobiegli na wzgórze oglądać prawdziwy zimowy wschód słońca. Gotując zupę z ostatniego ziemniaka rzuciłabym zaklęcie na ciebie i już zostałbyś na zawsze. Związany i zaczarowany. Własny prywatny.
Wiesz, jeżeli tylko kiedyś będziemy razem na jednej planecie, w tym samym momencie to ja na pewno będę wiedziała. Ty będziesz tobą i mnie poznasz. Może w maju, kupię pęczek świeżej pietruszki i zgubię pięć złotych, potknę się i wtedy się spotkamy. Może już wtedy spróbuję, tą pietruszką, tak troszkę cię zaczarować.
Leżymy na trawie, niebo nad nami. Cicho. Twoja planeta jest niewiele większa niż planeta Małego Księcia, i jesteś tam i śpisz, niebo masz nad głową a ja ciągle myślę, że to chyba to samo niebo tylko trochę inne. Widzę z daleka jak spokojnie oddychasz i mniej się boję.
Więc, gdybyśmy kiedyś.














Comments
--
to piekło, nie raj
--
..::someone should stab you in the eye with a really hot french fry!::..
--
Previous PageNext Page